![]() ![]() ![]() ![]() |
||||
|
|
![]() |
Zagraliśmy w roku 2007: 14 I 2007 Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, Oświęcim Jesteśmy pewni, że przytulny nastrój, jaki udało się zbudować w kameralnej sali koncertowej oświęcimskiego Domu Kultury, pozostanie w Waszych sercach na długo, a przynajmniej do następnego naszego koncertu, na którym będziecie mogli napełnić ponownie swoje akumulatory. Pamiętajcie, Banshee to ładowarka niestandardowa, ale przy odrobinie dobrej woli naładuje akumulator każdego, bez względu na wiek, płeć, narodowość, wyznanie, rasę, stan posiadania oraz liczbę żołądków (tak, tak, Alf też jest fanem)! 14 I 2007 Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, Czechowice-Dziedzice Na koncert przyjechaliśmy trochę spóźnieni (kilkaset sekund, najwyżej), ale w Czechowicach-Dziedzicach zabawa trwała już w najlepsze, więc postanowiliśmy nie przeszkadzać i czekać pokornie na swą kolej. Gdy już byliśmy na scenie i waliły w nas trzy nagrzewnice z siła Corega Tabs, poczuliśmy ponownie klimat jakże Orkiestrowy, a także pozytywne myśli płynące w naszą stronę od publiczności. W przerwie mieliśmy przyjemność obserwować Światełko do Nieba, które sprawiało wrażenie faktycznie do nieba docierającego. 17 I 2007 Hotel "Klimczok", pub "Highlander", Szczyrk Prawdziwy maraton muzyczno-taneczno-konkursowy rozpoczął się w okolicach godziny siedemnastej, a skończył w okolicach godziny czwartej nad ranem. Okolice Szczyrku były piękne jak zawsze, aczkolwiek śniegu jak na lekarstwo. Niestety, prawdziwej whisky nie zakosztowaliśmy, ale za to okoliczności sprzyjały konsumpcji muzycznej, więc zagraliśmy m.im. Whiskey in the Jar. Z tej okazji przesyłamy okolicznościowe pozdrowienia dla Mashy. 16 III 2007 Klub Studencki "Straszny Dwór", Katowice Strasznie fajne było wreszcie zagrać w Katowicach, szczególnie dla publiczności, której nie trzeba było dwa razy zapraszać do włączenia się do zabawy. Zielone piwo utrzymywało nieprzerwanie humory wszystkich na najwyższym poziomie, a muzyka była... no cóż, jak lek na całe zło. Takiego w aptece nie dostaniesz. 17 III 2007 Dzień Św. Patryka, Pub "Kuranty", Kraków To już trzeci Dzień Świętego Patryka, który obchodziliśmy koncertowo i podobnie jak pozostałe - w Krakowie. Tym razem ucztowaliśmy muzycznie w stosunkowo młodym i kameralnym lokalu, ale jak zwykle wśród radosnej atmosfery stłoczonej publiczności. Mimo braku miejsca udało się nawet wygospodarować odrobinę przestrzeni płaskiej na pląsy, z czego od razu skorzystało grono tancerzy: profesjonalistów i tych, którym po prostu serce nie pozwala stać w miejscu. Pozdrawiamy Was wszystkich z głębi naszego zespołowego Greenheart, bijącego czasami na 4/4, czasami na 6/8, a czasami zupełnie nieprzewidywalnie. Céad míle faílte! 25 III 2007 Irlandzkie Ceilidh, Rotunda, Kraków Full spontan i zajefajna dżampra. Ziomale z wszystkich dzieli zjechali się do Kraka, żeby pomelanżować przy odjazdowej muzie i obczaić mega tancerzy. Sami też się pogibali, przy okazji ucząc się kulerskich ruchów. Jednym słowem: spoks. 10 V 2007 Juwenalia Akademii Pedagogicznej, Kraków Deszcz? Jeszcze nie było koncertu, którego Banshee nie zagrałoby do końca. Tym razem było podobnie. Studentki i Studenciaki bawili się świetnie. Skąd wiemy? Bo my się świetnie bawiliśmy przykryci namiotem Lecha, więc na tej podstawie zakładamy, iż uśmiechy, okrzyki, rozmowy po koncercie i przepływ pozytywnych myśli to była oznaka dobrej zabawy u naszej publiczności. Deszcz? Jaki deszcz? 11 V 2007 Oberża Folkowa "Zapiecek", Łódź Podekscytowanie związane z kolejną minitrasą weekendową spotęgowało się, kiedy dotarliśmy na Piotrkowską. Okazało się, że nasz kierowca (pozdrowionka!) potrafi przejechać przez wąską bramę wiodącą do Zapiecka nie gorzej, niż niejeden wielbłąd przejść przez ucho igielne, a niesamowicie przyjazny barman potrafi umilić koncert nie gorzej, niż publiczność żywiołowo domagająca się bisów. Pozostaje zatem powiedzieć tylko jedno: do zobaczenia! 12 V 2007 Tawerna "Gniazdo Piratów", Warszawa Ależ wieje w tej Warszawie! Rozpoczęliśmy koncert i od razu za główkami portu szkwał. Wiatr narastał z każdym utworem, aż wreszcie przy szóstce postanowiliśmy zrobić krótką przerwę. Po wyjściu z powrotem na dek okazało się, że nadal jesteśmy na pełnym morzu, a fale się wzmagają. Gdy rozpoczął się regularny sztorm baliśmy się, że scena naszej fregaty się rozpadnie. Szczęśliwie ktoś rzucił nam koło ratunkowe ostatniego utworu. Teraz, kiedy już grzejemy się przy rumie w zaciszu własnych domostw, to coś nas ciągnie z powrotem na morze. Jak wiecie, takiemu wezwaniu nie sposób się oprzeć. 3 VI 2007 Parada Smoków, Bulwar Wiślany, Kraków To była typowa "leniwa niedziela": przechadzający się turyści i mieszkańcy Krakowa, falujące wody Wisły, tęcza oraz zespół muzyki celtyckiej. Klimat był spokojny, skłaniający do refleksji nad sensem istnienia oraz tempem utworów. W kwestii sensu istnienia doszliśmy do tego, że jednak warto istnieć; w kwestii tempa, że jak już istnieć, to intensywnie. Pozdrowienia dla wszystkich owcożerców! 8 VI 2007 Gospoda pod "6", Pyskowice Kolejny wyjazd weekendowy rozpoczęliśmy od wizyty w Pyskowicach. Gospodarze Gospody byli bardzo gospodarni... tzn. gościnni, a klimat w miarę trwania koncertu przeradzał się z kameralnego w imprezowy, żeby wreszcie osiągnąć punkt kulminacyjny, czyli tańczenie na stołach. Egzamin z muzyki Gospoda zdała na "6". Po nocy spędzonej w Bytomskim Centrum Kultury, posiłku w okolicach Rynku, inwazji na księgarnię oraz strzelania do szeryfów, bandytów i renegatów (nie pytajcie...) koncert wyszedł nam nad wyraz wyraziście. Grało się świetnie, a słuchało i tańczyło chyba też nie najgorzej, bo początkowe nawoływania w stylu: "Grojcie po szlonsku!" zamieniły się na koniec w okrzyki: "Banshee!". Cieszymy się bardzo, że z dniem dziewiątego czerwca nazwa naszego zespołu weszła oficjalnie do słownika poprawnej śląszczyzny :o) 23 VI 2007 Taverna 10B, Warszawa Warszawa powitała nas ładną pogodą, Pałacem Kultury i Wiankami. To ostatnie sprawiło, że w Tavernie było dużo miejsca do tańczenia, z czego część publiczności skwapliwie skorzystała. Zagraliśmy z serca i z sercem, co dało się odczuć m.in. w tempie utworów oraz zobaczyć w uśmiechach na naszych twarzach. W tą sobotę wiał mocny, dobry wiatr. 24 VI 2007 "Kupalnocka nad Orzycem", Krasnosielc Nasza Kupalnocka zaczęła się kilkanaście minut po piętnastej, a skończyła dwie godziny później, wiemy jednak, że dla ludzi, którzy odwiedzili wtedy Błonia nad Orzycem zabawa trwała i trwała... Zresztą dla nas też: nocne Polaków rozmowy w busie jadącym w stronę Krakowa są nie do przecenienia. Będziemy długo wspominać krasnosielską gościnę i jeśli przydarzy się jeszcze okazja to odpłacimy tym, co mamy najcenniejsze: muzyką. 26 VI 2007 Klub Imbir, Kraków Proszę Szanownych Państwa, jesteśmy zaszczyceni, że zagraliśmy ten koncert. Byliście po prostu wspaniali! Nie przeszkadzał ani gorąc, ani tłok, za to pomagała wspaniała atmosfera i taneczny klimat. Po przyjęciu, jakie nam zgotowaliście, już przymierzamy się do następnego koncertu w Krakowie. Bądźcie na bieżąco z planami koncertowymi Banshee - w tym celu zapraszamy do regularnego odwiedzania naszej wuwuwuwki albo skorzystania z usług Pocztowego Leprechauna. Tak czy owak - do zobaczenia! Rycerze z wszystkich stron świata, wraz ze swymi białkami, przybyli tłumnie i szumnie. Muzykę celtycką w naszym wykonaniu kontrapunktowały wystrzały armatnie, świst łuków i kusz, tętent koni i brzęk żelaza. Pozwoliło nam to niewątpliwie zanurzyć się w rozmyślaniach o dawnych czasach, kiedy to Janosik pomagał Celtom wygrywać ich wojny. Gdzie te krainy zielone z dawnych lat? To proste: w nas. 22 VII 2007 I Międznarodowy Festiwal "Ulicznicy", Rynek, Gliwice Mimo, że graliśmy pod gołym niebem wprost na płycie rynku, to strach przed deszczem oraz stadem gołębi, które groziło bombardowaniem, nie powstrzymał ani nas, ani publiczności przed wspólnym cieszeniem się muzyką i ciepłym letnim wieczorem. Do zabawy włączyły się też dwie przedstawicielki zespołu Ellorien, niczym piękne figurki z marcepanu na naszym celtyckim torcie. Było naprawdę pysznie i słodko - nieprawdaż? 11 VIII 2007 Jarmark Św. Wawrzyńca, Sępólno Krajeńskie Banshee ostatnio wchodzi w świat średniowiecznych drużyn rycerskich, spotykając na swojej drodze mężów i niewiasty wprost żywcem wyjęte z tamtych czasów. Tak było i tym razem, a dodatkowo postrzelaliśmy sobie jeszcze z łuków. Nagrodę Prezesa, Uścisk Kierownika i Uśmiech Szefowej zdobył nasz naczelny Robin Hood z rodu Bajorskich o znaczącym w tym kontekście pseudonimie artystycznym "Łukasz". Łukcio, jesteśmy tacy dumni, że aż bardzo nawet i jeszcze trochę w ogóle! 17 VIII 2007 Tawerna "Gniazdo Piratów", Warszawa Wiatraki pracowały pełną parą, ale gorącego klimatu, który udało się raz wytworzyć, nie sposób było ochłodzić. Nauczyliśmy się już, że w Gnieździe publiczność rozkręca się powoli, ale w stałym tempie, by wreszcie pod koniec koncertu szaleńczo wirować na zatłoczonym parkiecie. Tym razem było jeszcze ciekawiej, bo w ostatnim numerze strzeliły korki i graliśmy bardzo unplugged oraz bardzo in the dark, ale właśnie dzięki temu zabawa była truly unforgettable. Tako rzecze Zaratustra. 18 VIII 2007 VIII Festiwal Kultury Celtyckiej w Dowspudzie Mimo, że była to już ósma edycja tego festiwalu, to dla nas była pierwszą. I co tu dużo mówić: po koncercie w sobotnią noc kontrapunktowanym tańcami i okrzykami wspaniałej publiczności oraz urozmaicanym przelotami paralotniarzy z ogromnymi wiatrakami na... plecach :o) jesteśmy oficjalnie w Dowspudzie zakochani. Liczymy, że z wzajemnością - i to na długo. "Hamlet" z Melem Gibsonem w roli głównej oglądany w busie nastroił nas poetycko, a Pałac Białokosz nastrój ten podtrzymał, ze swoim podjazdem, topolami i jeziorem. Jak już będziemy bogaci, to kupimy go i będziemy tam robić próby. No i pić szampana, naturalnie. 2 IX 2007 V Festiwal Muzyki Celtyckiej "Zamek", Będzin To był bardzo intensywny weekend, który zawierał w sobie pokaźną porcję: ściskania się "na misia", podrygiwania ochoczo z piwem w ręku na koncertach, wściekania się na wściekłe psy, improwizowanych folk sessions i pracowitych warsztatów, rozmów z ciekawymi ludźmi, pysznych obiadków oraz synergii tańca i muzyki. Dziękujemy pięknie wszystkim Organizatorom, wszystkim Starym i Nowym Przyjaciołom, ale przede wszystkim Publiczności. Sami wiecie - my bez Was to jak statek bez żagli, ptak bez skrzydeł i świat bez magii. 29 IX 2007 Pub "Kuranty", Kraków Sobotnie wieczory najlepiej spędzać przed telewizorem, jedząc chipsy i popijając jakimś przesłodzonym gazowanym napojem. Oczywiście, chyba że wolicie - tak jak my - koncert muzyki celtyckiej w pubie. Decyzja, jak zawsze, należy do Was. 24 X 2007 Klub studencki "Gwarek", Kraków Trzecie urodziny mamy za sobą. Jak mawiają mędrcy: "wraz z wiekiem przychodzi mądrość". Te słowa mądrości w swej mądrości potwierdzić możemy, gdyż nauczyliśmy się czegoś nowego jako trzylatki, a mianowicie, że tseba s podniesionym cołem maserować pset siebie, z pokorom psyjmując zarówno słonecne dni, jak i descowe noce. Dziękujemy Wam za bycie jednocześnie naszymi okularami słonecznymi i parasolami. 26 X 2007 Klub "Muza", Kędzierzyn-Koźle Pierwszy koncert Banshee w Kędzierzynie-Koźlu oraz - uwaga! - pierwszy koncert organizowany przez klub "Muza" wypadł naszym zdaniem wyśmienicie. Zresztą, miłe rozmowy w trakcie i po koncercie oraz liczba sprzedanych płyt dają nam mikroskopijną nadzieję, że jednak nie tylko naszym zdaniem. Banshee zdobyło kolejną twierdzę na mapie koncertowej, a "Muza" zdobyła serca Banshee. 8 XI 2007 Pokaz filmu "Ludzie z boru", Multikino, Kraków "Pan Chlebek" spotkał się z "Romanem Kowalskim", choć jest pewne, że nie maczał palców w jego zabójstwie. Poszukiwany jest za to w tej sprawie "Mim", który na hasło: "Odwróć się" nie odwrócił się, co zdecydowanie świadczy na jego niekorzyść. W całą sprawę zaangażowali się także "Ludzie z boru", więc prawdopodobnie rząd maczał w tym palce. Do tej pory nie odnaleziono walizki z pięniędzmi oraz niejakiej "Banshee". Możemy się teraz tylko domyślać w jakim miejscu obecnie przebywa i dlaczego na Karaibach. 9 XI 2007 Gospoda Pod "6", Pyskowice Pogodzie cześć! Gospodzie pozdrowienia! Devilowi Wszystkiego Najlepszego! Nagłośnieniu nerwowy uśmiech! Tłumom pocztówka z dalekiej krainy! Atmosferze gorącej herbaty z rumem! Pyskowicom "do zobaczenia"! A Tancerzom - jak zwykle - chwała! 10 XI 2007 Oberża Folkowa "Zapiecek", Łódź W Łodzi przywitał nas wczesny wieczór (więc mieliśmy mnóstwo czasu na przygotowania, co się rzadko zdarza) oraz przemiły barman (pozdrawiamy!), który od progu zaproponował tego wieczoru umilenie (przez upłynnienie). Potem przyszedł czas na nas, żeby przywitać Łódź, co uczyniliśmy kilkanaście minut po dwudziestej pierwszej. Publiczność przywitała nasze przywitanie biciem i piciem (odpowiednio: brawa i piwa), pożegnaniom zaś nie było końca (czyli skończyły się wraz z końcem doby). Pożeglowaliśmy do domu z nadzieją powrotu (czyt. pewnością). 24 XI 2007 Dom Kultury, Wadowice Kremówki to nie jedyne dobro ziemi wadowickiej - pochodzi stamtąd także żywiołowa publiczność. Mieliśmy szansę przekonać się o tym na koncercie, poprzedzonym tańcami irlandzkimi i przetykanym tańcami szkockimi. Sala, iście kinowa (czy nawet teatralna), skłaniała do klimatów w stylu Loreeny McKennitt, ale my się tam nie daliśmy i zagraliśmy jak zwykle - w klimatach Banshee. 27 XI 2007 Klub "Pod Jaszczurami", Rynek Główny, Kraków Jaka jest pierwsza myśl w zimny wieczór, kiedy sypie śnieg i ślisko na drogach? Co najchętniej robi się w tak niespokojny czas i niepewną pogodę? To oczywiste - wzuwa się kamasze i brnie się przez zawieję i zamieć na koncert Banshee. Na koncercie słucha się, tańcuje się i pochłania się kolejne kufle grzanego piwa. Po koncercie zabiera się trochę muzyki ze sobą z powrotem do domu. To jedna z możliwych wersji rzeczywistości. Oto mały bonusik, czyli link do galerii jednego z naszych słuchaczy z Jaszczurów (the big "thank you" goes to... Andrei Yudenko!): http://picasaweb.google.ru |
||